Zbigniew Oporski urodził się w Wągrowcu w 1980 roku. Już w dzieciństwie wykazywał zamiłowanie do rysunku i plastyki w ogóle. Skończywszy techniczną szkołę średnią, rozpoczął studia architektury na Politechnice Szczecińskiej, które ukończył w 2007 roku. Jednakże im bardziej odkrywał siebie oraz otaczający świat, tym mocniejsza rodziła się potrzeba wyrażania własnych emocji w sztuce: „Nie mógłbym nie malować, to jest silniejsze ode mnie i tylko jako taki stan równowagi psychicznej zapewnia mi wielogodzinne siedzenie przed obrazem…”

W Szczecinie w którym mieszka, tworzy obrazy techniką olejną na płytach aluminiowych. Przykłada ogromną wagę do sposobu malowania, jakości oraz techniki malarskiej. Nigdy nie idzie na skróty i zdarza mu się zamalować niekiedy prawie ukończony obraz gdy uzna, że dany element bądź jego składowa nie pasuje, lub jest po prostu słaby. Nie lubi i nie pozwala mówić o sobie „artysta”: „Artysta to ktoś wielki, ja zaś jestem facetem malującym obrazy. Nic więcej”.

Malowanie dla niego jest chęcią odcięcia się od świata codzienności: „Gdy siadam do obrazu, czuję się trochę jak w kinie czekając na długo oczekiwany film. Nie wiem co się wydarzy, ale mam nadzieję, że coś, co choć trochę mi się spodoba i mnie zaskoczy…” Z kolei brak tytułów prac jest według niego konieczny i racjonalny: „Malarstwo tego typu, czyli wizyjne, powstałe na skutek samoistnych wizji nie potrzebuje tytułów, a wręcz im przeczy. Tytuły o ile nie są celową grą z tematem obrazu, uważam za zbędne gdyż ograniczają interpretację odbiorców lub nakreślają jej kierunek. Pamiętam jak moja narzeczona patrząc na jedną z prac stwierdziła, iż dla niej ta skrzyneczka wyłania się z chmur, co miało dla niej ewidentnie pozytywny ładunek. Mój zamiar malarski był zupełnie odwrotny i gdybym pod to zatytułował obraz zabrałbym jej tę myśl.”

Jego świat to malarska projekcja stanów emocjonalnych, wyobrażeń i różnego rodzaju impulsów z których się składa: „Malarstwo jest dla mnie rodzajem wizualnej muzyki. Jest także formą zaskakującej rozmowy samego ze sobą, w której samoistne wizje są pretekstem do dialogu między dalszymi, świadomymi zamiarami malarskimi, a kolejnymi chęciami tworzenia rzeczy mniej lub bardziej fantazyjnych – inaczej mówiąc gry pomiędzy racjonalnością a irracjonalnością.”